LIS W SIECI

LIS W SIECI

Z dużą dozą zaciekawienia oczekuję na nowy projekt sygnowany nazwiskiem Tomasza Lisa, nazywany przez niego samego „medium, którego jeszcze w Polsce nie ma”. Chwytliwy slogan reklamowy, czy też redaktor naczelny „Wprost” niebawem wrzuci do sieci coś, co w polskim Internecie wywoła burzę?

 

Celowo piszę „sygnowany nazwiskiem TL”. Bo choć nie do końca jasnym jest, co Lis planuje, to obserwatorzy od początku nie dają wiary w samodzielne działanie dziennikarza. Nie zaloguje się on przecież na jakiejś popularnej platformie blogowej i nie zacznie prowadzić wielotematycznego dziennika. Nawet, gdyby ów blog miał przekierować na wykupiony serwer, by do nowo powstającej strony przypisać adres zawierający jego nazwisko. To zupełnie nie ten kaliber, choć i nieco bardziej od niego znani i szanowani często poprzestają na popełnianiu króciutkich notatek w jakiś zacisznych zakamarkach Internetu.

Lis jednak od początku mówi o „wielomilionowym budżecie” projektu. Podkreśla także, że jest „technologicznym debilem”, co samo w sobie wskazuje na potrzebę zaangażowania osób trzecich. Od pewnego czasu sprawę nieco przybliża TA strona. Oczywiście konkretów w niej zawartych jest mniej więcej tyle, co czekolady w 7-Daysach. Sprawa nabiera tempa i rozmachu, znamy obsługującą projekt firmę, wiemy, że treści zamieszczać będzie więcej osób (trwa rekrutacja). Obserwatorzy już porównują lisowy do popularnego The Huffington Post (w skrócie: dziennikarka i biznesmen założyli komentującą różne wydarzenia stronkę, która z czasem stała się szeroko znanym portalem informacyjnym, zatrudnia ponad 200 osób, swoje wypowiedzi zamieszczają tam znani politycy czy gwiazdy show-biznesu). Czegoś takiego faktycznie w Polsce nie było, na pewno nie na zapowiadaną przez Lisa skalę.

Czymkolwiek powstający projekt będzie, ma spore szanse stać się punktem zwrotnym w polskim dziennikarstwie internetowym. Oto bowiem człowiek chce zdobytą poza siecią popularność przełożyć na sukces w niej, a nie odwrotnie.

Panuje krzywdzące przekonanie, że nie ma w Internecie wartościowych treści. A Orliński – zapytam? A Stec? Przyzwoicie, ba, wybitnie piszących w wirtualnym świecie nie brakuje. Brakuje im jednak rozgłosu. Czegoś, co spowoduje, że tzw. większość będzie ich twórczość kojarzyła. Tomasz Lis ma szansę ten stereotyp przełamać, zwrócić uwagę na nieco pomijanych autorów.

Z tego też powodu powodzeniem przedsięwzięcia Lisa interesuje się nie tylko garstka fascynatów, ale także ogromna rzesza internetowych autorów słowa pisanego.  Niniejszym naczelnemu „Wprost” gorąco kibicuję!

2 Replies to “LIS W SIECI”

  1. Coz mogłabym napisać po lekturze… Jest nad
    czym się teraz zastanawiac. Artykuł jest interesujący, bardzo się przyda, bardzo mi sie podoba.
    Chcialabym juz moc przeczytac nastepny.

  2. Pomysł bezwzględnie budzi ciekawość, pozostaje poczekać i przekonać się o jakież to treści poszerzy się Internetowe dziennikarstwo. Oby było to coś autentycznie sensownego i tworzonego w jakimś celu. Takie zapowiedzi zobowiązują 😉
    Pozdrawiam 🙂