TEMAT ZASTĘPCZY

TEMAT ZASTĘPCZY

Prawdziwą mieszankę skrajnych uczuć i emocji zafundowało nam ogólnopolskie poszukiwanie półrocznej Madzi W. Dziesiątki ekspertów przy wsparciu prawie 40 milionów detektywów przez nieco ponad tydzień rozwiązywało zagadkę zaginięcia berbecia, a wszystkie, choćby najdrobniejsze szczegóły sprawy szczelnie wypełniały serwisy informacyjne od Tatr po Bałtyk i w poprzek. I choć ludzka tragedia, niezależnie od ostatecznych ustaleń prokuratury jest tu niepodważalna, to jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że temat ten stał się tematem zastępczym.Już w pierwszych godzinach od tragedii cała Polska wiedziała, że w Sosnowcu zaginęła mała dziewczynka. 24 stycznia wieczorem teorii opisujących zdarzenie było co najmniej kilka. Porwanie, sprzedaż dziecka zagranicę, śmierć – to tylko te najpopularniejsze. W sprawę mocno zaangażowały się media, a gdy w blasku fleszy na scenę wkroczył Krzysztof Sherlock Rutkowski jasnym stało się, że oto Polaków czeka prawdziwe szoł. Samozwańczy „detektyw” nie lubi bowiem działania po cichu, dyskretnie, profesjonalnie. Serial „Szukając Madzi” trwał do zeszłego piątku, teraz śledzić możemy jego epilog. Z pewnością każdy kolejny dzień przyniesie nowe przyczyny śmierci dziecka, nowe wyroki na matkę, nowe rewelacje naszego lokalnego kowboja, detektywa i gwiazdora w jednym.

Wierząc fundacji „Itaka”, polskich obywateli (również za granicą) znika ok. 15 tys. rocznie, w tym blisko 150 osobników przed 7. rokiem życia.

W żadnym przypadku nie chcę orzec, że zniknięcie małej Magdy jest czymś tak powszednim, że nie warto tego nagłaśniać. Przeciwnie – pomocy pokrzywdzonym udzielać należy wszelkimi możliwymi sposobami. Nie jest jednak dobrą formą pomocy wystawianie rodziny i jej najbliższego otoczenia na bezlitosny atak dziennikarskich hien, które za temat na „jedynkę” gotowe są bezbronnym ludziom zajrzeć w tyłek. I to niezależnie od tego, czy dzieciak został porwany, sprzedany czy zabity i niezależnie od tego, kto mu taką krzywdę wyrządził.

Wypełnienie mózgów tzw. opinii społecznej narastającym dramatem śląskiej rodziny jest swego rodzaju odwróceniem uwagi od spraw dla ogółu naprawdę ważnych. Wiodącym do niedawna tematem był dokument szerzej znany jako ACTA, czyli nowoczesna i zawoalowana forma cenzury i inwigilacji społeczeństwa. Rozporządzenia w nim zawarte, jak i sam sposób wprowadzania go w życie wywołał nad Wisłą burzę, jakiej dawno u nas nie zaznaliśmy. Państwowa administracja przełknąć musiała łyżkę dziegciu i jakoś przed ludźmi wyjść z twarzą. Zrodziła się zatem potrzeba tematu, który w równym stopniu wypełni umysły mas i tym samym zepchnie spektakularną porażkę na plan nieco dalszy.

Przypadek państwa W. pasuje bardziej niż idealnie. Bo i kto przejdzie obojętnie nad losem niczego nieświadomego niemowlaka? Kto powstrzyma się nad wydaniem wyroku na matce, której najpierw cały naród współczuł, a następnie chętnie by zlinczował? Kto nie zerknie z ciekawością na poczytania najpopularniejszego nie-detektywa demokratycznej Polski? W tramwaju, w kolejce po chleb czy w maglu nikt już nie dyskutował o ACTA, o rosnących cenach paliwa, o kryzysie gospodarczym. Numerem jeden stała się bowiem spoglądająca na nas rozbrajającymi oczkami Madzia W.

I żałować można tylko, że gdzieś pomiędzy medialnym szoł, indywidualnymi popisami Pana Rutkowskiego, lansowaniem tematu zastępczego i innymi haniebnymi działaniami, prawdziwa ludzka tragedia gdzieś tam po prostu blednie.