MECZ O SUPERPUCHAR (BYĆ MOŻE) SIĘ ODBĘDZIE

MECZ O SUPERPUCHAR (BYĆ MOŻE) SIĘ ODBĘDZIE

Do walki o piłkarski Superpuchar przystępują aktualni Mistrzowie kraju, którzy mierzą się z tryumfatorami Pucharu Polski. W założeniu jest to więc prestiżowe starcie dwóch najmocniejszych na nadwiślańskim podwórku ekip, będące istną gratką dla kibiców czy sponsorów, o samych piłkarzach już nie wspominając. Tyle teorii, praktyka bowiem pokazuje, że owego futbolowego święta mogłoby równie dobrze nie być. Bo i po co komu coś, czego tak naprawdę nikt nie chce?

Stanowiące dla nas wzór federacje zachodnie traktują ten przedsezonowy mecz niezwykle poważnie. Superpuchar Anglii, Niemiec czy Włoch jest szeroko reklamowany w mediach, kibice przychodzą tłumnie, piłkarze grają serio. Choć trofeum samo w sobie nie wyłania faktycznie najlepszej drużyny (prędzej uchodzi za takową aktualny Mistrz, nawet jak Superpucharu nie zdobędzie) oraz nie daje przepustki do rozgrywek europejskich, to jednak stanowi istną wisienkę na torcie. Podsumowuje niejako sezon miniony, podgrzewa emocje przed tym nadchodzącym. Szczególnie, gdy naprzeciw siebie staną drużyny w kraju popularne, a już najlepiej, jak rywalizacja między nimi okraszona jest ekscytującymi podtekstami.

I w tym roku niby wszystko jest – o Superpuchar walczyć mogą Wisła Kraków (Mistrzostwo Polski) i Legia Warszawa (Puchar Polski), a więc ekipy w kraju wszystkim kibicom znane, wzbudzające tyleż sympatii co kontrowersji. Ich wzajemne stosunki można określić mianem, eufemizując, napiętych. Areną ich potyczki ma być nowiusieńki, jeszcze nie porośnięty trawą Stadion Narodowy. Dla piłkarzy, trenerów i kibiców, niekoniecznie z krakowianami czy warszawianami związanych, gratka na całego. Ale o tym, czy mecz się w ogóle odbędzie, dowiemy się dopiero na dobę przed jego zaplanowanym rozpoczęciem.

W ponad trzydziestoletniej historii rozgrywek o Superpuchar mecze odbywały się tylko 24 razy. Czterokrotnie już po rozpoczęciu rozgrywek ligowych. Zdarzyła się nawet odmowa udziału jednej z drużyn (Groclin Grodzisk Wielkopolski). Na palcach jednej ręki policzyć można ilości spotkań rozegranych w dużych miastach, mogących przyciągnąć na stadion tłumy. Trofeum wznosili więc piłkarze wygnani do Starachowic, Zamościa czy Ostrowca Świętokrzyskiego. Powodem owych zsyłek była przeważnie niechęć miejskich pryncypałów do goszczenia u siebie kibiców drużyn zwaśnionych, mogących wywołać na ich terenie zamieszki. Jeśli media coś o Superpucharze wspominają, to głównie w kontekście problemów z jego organizacją.

Szarzyznę polskiego futbolu klubowego ubarwiać mogą chwilowe podrygi na europejskich salonach, spektakularne w naszych warunkach sprzedaże kopaczy do uznanych firm czy zakupy przygasających gwiazd. Bez wątpienia koloru dodałby także Superpuchar Polski, z odpowiednią otoczką medialną i organizacyjną. Niestety z okazji tej świadomie rezygnują piłkarscy (i nie tylko) możnowładcy, prestiżowe starcie przesuwając w czasie  i przestrzeni. Tegoroczna, a w zasadzie już zeszłoroczna edycja rozgrywek odbędzie się w połowie sezonu, podczas okresu przygotowawczego do rundy wiosennej. Starcie Legii z Wisłą ma być pierwszym oficjalnym meczem, rozegranym na Stadionie Narodowym w Warszawie. Wciąż jednak nie jest do końca przesądzone, czy drużynom tym dane będzie się spotkać. Negatywne opinie policji, sanepidu czy nawet władz stolicy i inne wszelakie zawirowania administrayjno-prawno-organizacyjno-idiotyczne powodują, że klamka zapadnie na nieco ponad dobę przed ewentualnym gwizdkiem arbitra. Szkoleniowcy obydwu ekip nie wiedzą, jaki mikro cykl treningowy zastosować, organizatorzy nie rozpoczęli otwartej sprzedaży biletów, stacje telewizyjne czy radiowe nie mają ustalonego planu działania. O traktowanych po macoszemu kibicach szkoda już nawet wspominać.

Piłkarskiej Europy nie dogonimy jednym, wielkim susem. Możemy jednak małymi kroczkami do niej dążyć. Rokroczne ceregiele z Superpucharem takowym kroczkiem są, ale zdecydowanie w odwrotnym kierunku.