KRYTYCZNA WOLNOŚĆ SŁOWA

KRYTYCZNA WOLNOŚĆ SŁOWA

Proces, który Jacek Samłojewicz zamierza wytoczyć (tudzież wytoczył już) Tomaszowi Raczkowi, jest zapewne marketingowym chwytem poniżej pasa. Producent szeroko dyskutowanego produktu filmopodobnego w trosce o wycofanie wpompowanej gotówki otarł się jednak o pewną tyleż niebezpieczną co i delikatną granicę, oddzielającą wolność słowa od jego niewoli.Nie zamierzam w tym akurat miejscu rozpisywać się o samym produkcie, gdyż po pierwsze tzw. wszyscy już mogli go na łamach prasy dokładnie poznać (lub, o zgrozo, ujrzeć w kinie), po drugie wychwycić chcę temat nieco poboczny, aczkolwiek również przez media grubą kreską podkreślony.

Otóż producent produktu filmopodobnego „Kac Wawa” stwierdził, iż recenzja popularnego krytyka filmowego Tomasza Raczka pozbawiła go zakładanych wielomilionowych wpływów z pękających w szwach kin. Miażdżącą krytykę Samłojewicz pewnie by jeszcze jakoś przełknął, ukłuło go jednak jawne zniechęcanie do szturmowania filmowych przybytków, by oszczędzić sobie mocno wątpliwych doznać kulturalnych. Producent takowe nawoływanie uznał za niewybaczalny sabotaż, który należy ścigać literą prawa. Tezę swą popiera statystykami sprzedaży biletów sprzed pojawienia się feralnej recenzji, oraz jej dramatycznego spadku tuż po. Za niedopuszczalne uważa prywatne wycieczki, umieszczane w ogólnodostępnych mediach, ponadto umieszczone przez krytyka powszechnie znanego.

Na czym polega praca krytyka filmowego, z grubsza ogarniamy. Gość idzie sobie na projekcję filmu, tworzy notatki w trakcie lub też tuż po filmie, obserwuje reakcję zgromadzonej publiki, wyciąga wnioski. Następnie cały materiał dowodowy przelewa na papier, by chcący obejrzeć jakiś film mogli zasięgnąć opinii fachowca zanim wydadzą, dla wielu niemałe pieniądze. Neutralność, bezstronność czy obiektywizm winne być najcenniejszymi cnotami w zawodzie dziennikarza. W pewnych wypadkach mała dawka prywaty czy subiektywizmu jest jednak jak najbardziej wskazana. Wypadkiem takim bezsprzecznie jest recenzja filmowa.

Oczywiście gusta są różne, ponadto o takowych się nie dyskutuje. Krytyk filmowy też człowiek, zatem jak każdy mieć może swoje gatunki lubianej bardziej, inne mniej. Pasjonat filmów historycznych może z trudem spłodzić opis filmu sensacyjnego, lubujący się w komediach romantycznych tylko z zawodowego obowiązku obejrzy i opisze horror. Profesjonalne zajmowanie się światem filmu niejako wymusza poszerzenie swoich horyzontów, by jak najlepiej opisać daną produkcję. Dobry krytyk, niexzależnie od swoich gustów, po prostu pójdzie do kina, a potem opisze, co zobaczył.

Zdaniem Samłojewicza, rola krytyka powinna się tutaj bezwarunkowo skończyć. Ogólny i bezstronny opis filmu, pozostawiający widzowi możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, czy swój portfel wyciągnie czy nie. Gdyby miał rację, zawód krytyka już jutro uznano by za wymarły. Kilka zdań „o czym jest film” mógłby bowiem sklecić każdy członek ekipy filmowej. Suche, pozbawione jakiejkolwiek emocji czy opinii komunikaty wystarczyłoby raz klepnąć, a potem rozesłać do mediów.

W swojej recenzji Raczek nie pozostawił widzom cienia wątpliwości – „Kac Wawa” jest jedną z najbardziej żenujących produkcji lat ostatnich, a może i w całej historii polskiej kinematografii. Opinia jest więc jednoznaczna, niezależnie od gustów. Nie jestem zwolennikiem ferowanie tak zdecydowanych poglądów przy okazji recenzowania każdej produkcji („na to idźcie”, „na to nie idźcie”), gdyż mimo wszystko większość filmów jednym się spodoba, innym nie. Rzadko kiedy do kin wchodzi twór, który dla miażdżącej większości jest albo dobry albo zły. Jednoznaczny pogląd należy zarezerwować dla produkcji szczególnych, jak chociażby „Kac Wawa”.

Jeśli do procesu dojdzie, ba – jeśli Samłojewicz go wygra – będzie to w postkomunistycznej Polsce precedens, którego zlekceważyć nie sposób. Nie ulega wątpliwości, że pewna doza cenzury w dzisiejszych mediach funkcjonuje, jednak bardzo daleko jej do czasów, gdy dziennikarze, pisarze, poeci czy muzycy musieli swoje twory przepuszczać przez gęste sito reżimowych cenzorów. Ewentualny tryumf Samłojewicza znacząco by nas do tamtych czasów przybliżył.

I jeszcze tak na koniec – producent „Kac Wawy” zamierza uzyskać niezarobione przez druzgocącą recenzję pieniądze od samego Raczka. Krytyk przyczynił się do strat, musi więc za to zapłacić. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy recenzja przychylna przyczyni się do zwiększenia przychodów producenta?

One Reply to “KRYTYCZNA WOLNOŚĆ SŁOWA”