KAŻDY ZASŁUGUJE NA KOLEJNĄ SZANSĘ (?)

KAŻDY ZASŁUGUJE NA KOLEJNĄ SZANSĘ (?)

Dzięki swoim wybrykom Patryk Małecki zyskał pod Wawelem popularność nie mniejszą, niż tamtejszy smok. Kontrowersyjne zachowania piłkarza idą w parze z niemałymi jak na polskie realia umiejętnościami, co skalę problemu tylko potęguję. Po ostatnim akcie niesubordynacji możnowładcy klubu zesłali go na istną banicję. Półroczne odsunięcie od wszystkich wiślackich drużyn (zarówno od pierwszego zespołu, jak i od ekip młodzieżowych) miało niesfornego zawodnika nauczyć moresu. Jednak w myśl zasady drugiej szansy Małecki otrzymał możliwość odkupienia swych win na boisku.

Do Wisły Małecki trafił jako 12-letni gołowąs, ściągnięty przez ówczesnego prezesa Basałaja, stając się jednocześnie jego oczkiem w głowie. Po latach wyszło jednak na to, że na własnej piersi wyhodował on żmiję. Oto bowiem dorosły już Małecki świetne występy na boisku przeplata rynsztokowymi zachowaniami poza nim. Nie warto w tym miejscu wypisywać całej listy grzechów i grzeszków 24-letniego pomocnika. Z grubsza wspomnieć można jedynie o wyskokach, takich jak: odesłanie krytykujących słabą grę Wisły kibiców na trybuny fanów Cracovii, odmowa wyjścia na boisko, nie podanie ręki trenerowi czy złośliwe sabotowanie gry celem udowodnienia swoich racji. Nie jest on przeciętniakiem, którego po prostu można posadzić na ławce. O takich jak on zwykło się mawiać, że robią różnicę. Dlatego przypadek krnąbrnego wiślaka należy do gatunku trudnych. Czarę goryczy przelała jednak niedawna sprawa z Wiecznie Tymczasowym Kazimierzem Moskalem. Szanowany przez piłkarzy, uwielbiany przez kibiców były zawodnik Wisły i okazjonalnie jej trener został przez Małeckiego potraktowany jak nic nieznacząca persona.

Klub szumnie w mediach zapowiedział, że tym razem zawodnika ukarze surowo i bez litości. Nie chodziło o znaczące uszczuplenie portfela, bo to na Małeckim nie robi już wrażenia. Nie o posadzenie na ławce rezerwowych się rozchodziło. Nawet nie o przesunięcie do drużyny występującej w Młodej Ekstraklasie. Oto piłkarz został całkowicie odsunięty od wszystkich drużyn i trening. Odsunięty w granicach prawa – klub bowiem zasięgnął języka u fachowców, jak swojego pracownika maksymalnie stłamsić, nie dając mu jednocześnie możliwości wstąpienia na ścieżkę sądową. W przededniu Euro2012, na które Małecki wciąż ma szansę pojechać, była by to kara najdotkliwsza. I to bardziej niż wyrzucenie na zbity pysk – jako wolny zawodnik z kartą w ręku mógłby rozpocząć treningi w innym klubie.

Powyższym sankcjom przyklasnęli wszyscy – włodarze klubu, sztab szkoleniowy, kibice, dziennikarze. Nawet klubowi koledzy banity – w kurtuazyjnych wywiadach między wierszami przemycali jasny przekaz, że z karą się zgadzają. Obserwatorzy odetchnęli z ulgą, że jednak można tupnąć nogą i rozkapryszoną gwiazdę przygasić. Niestety, sytuacja taka trwała niespełna miesiąc.

Na „górze” doszło do zmian. Roszady nastąpiły na stanowiskach kierowniczych (m.in. dymisja prezesa Basałaja), ale przede wszystkim Kazimierza Moskala zastąpił Michał Probierz. I po kilku dniach przywrócił Małeckiego do łask… Były szkoleniowiec Iraklisu Saloniki znany jest z twardej ręki, stosowanej już w Jagiellonii czy w ŁKS. Grekom również dał się poznać z tej twardszej strony – jedną z pierwszych decyzji było odsunięcie od składu megagwiazdy Nery Castillo, uchodzącego za nietykalnego. Wszystko wskazywało więc na to, że u Probierza niesforny piłkarz pozostanie w niebycie. Tymczasem nowy opiekun Wisły dał Małeckiemu drugą, a tak naprawdę kolejną już szansę. W ckliwym przemówieniu piłkarz kajał się przed kamerami, wygłaszając znane formułki o przemyśleniu sprawy, dorośnięciu. Jak będzie naprawdę, czas pokaże.

Wygląda więc na to, że każdy zasługuje na szansę. Drugą, trzecią, kolejną. Jaki jest jednak cel dawania takiej szansy? Ukarany piłkarz po okresie kary dostaje warunkową możliwość powrotu pod rygorem przywrócenia kary, kiedy popełni recydywę. Ale chyba w pewnym momencie należy zakrzyknąć: basta!, po czym delikwenta bezpowrotnie wyrzucić. W przeciwnym wypadku kolejne kary, nawet bardzo dotkliwe skutku nie osiągną, gdyż karany gdzieś tam z tyłu głowy będzie miał świadomość, że i tak zaraz wszystko wróci do normy.