ROZPOCZĘŁO SIĘ ŚWIĘTO MALKONTENTÓW

ROZPOCZĘŁO SIĘ ŚWIĘTO MALKONTENTÓW

Gdy pięć lat temu Michel Platini oznajmił milionom Polaków i Ukraińców, że turniej Euro 2012 odbędzie się właśnie u nich, zapanowała nieopanowana euforia. Oczyma wyobraźni widzieliśmy my i nasi zachodni sąsiedzi, jak setki tysięcy kibiców szturmuje nasze nowiutkie autostrady, by dotrzeć na jeszcze bardziej nowiutkie stadiony. Nieprzebrana rzesza gości miała zapewnić hotelarzom czy restauratorom zysk wręcz niebotyczny. Zęby na morze zagranicznego kapitału ostrzyli sobie biznesmeni wszelkiej maści, od drobnych ciułaczy począwszy, na rekinach finansjery skończywszy. A my, zwykli kibice lub po prostu obywatele państw-gospodarzy, zwyczajnie cieszyliśmy się, że kraj nasz, odpicowany za grube miliony euro, zyska nowych turystycznych zwolenników, którzy podczas czempionatu zaznają mnóstwo radości i kraj nasz chętnie odwiedzą w przyszłości.

A co z tego wszystkiego wyszło?

Logo Euro 2012

Pamiętam dokładnie, jak zaraz po przyznaniu nam współorganizacji turnieju, naród ogarnęło pospolite ruszenie. Sam gotów byłem nabyć łopatę i ruszyć z nią na wielki plac budowy, którym już za moment miała się stać perełka komunistów, Stadion X-lecia. W gronie najbliższych padały coraz to bardziej nowatorskie wizje tego, jakie zmiany zajdą w naszym kraju – że oto zaraz rząd porzuci wszelkie zbędne inwestycje i wszystkie środki wpompuje w remont, a przede wszystkim budowę nowych dróg i autostrad, że zjedzone zębem czasu stadiony zastąpią futurystyczne obiekty, których zazdrościć nam będzie cała piłkarska Europa, ba, piłkarski Świat!, że wyremontują nam kolej, puszczą drugą nitkę metra, rozrośnie się lotnisko, komunikacja miejska wkroczy w XXI. wiek, że w ogóle nasz kraj zaleje mleko i miód. Oprócz wizji globalnych, gdzieniegdzie wtykano też te bardziej lokalne – moje emerytowane sąsiadki były przekonane, że nasz wysłużony chodnik przed blokiem zastąpi kostka Bauma, no bo jak eurogościom pokazać takie popękane płytki?

Naród nasz niestety jednak ma pewne cechy, które wyłażą z nas raczej prędzej, niż później. I co by w bawełnę nie owijać, chodzi tu o cechy negatywne. Narzekanie, marudzenie, krytykowanie, malkontenctwo… Znacie to? Widzicie to w swoim otoczeniu? A u siebie to widzicie? No właśnie.

Te wszystkie negatywy podzielić można zarówno czasowo – na „przed Euro” i „w trakcie Euro”, jak i rodzajowo – „przygotowania pozasportowe” oraz „przygotowania sportowe”.

Po ogłoszeniu gospodarzy obecnego turnieju, faktycznie część prac i funduszy musiała zostać przeznaczona na modernizację i budowę nowej infrastruktury, tej sportowej ale i urbanistycznej. Nie mieliśmy bowiem ani jednego stadionu spełniającego europejskie normy i niekoniecznie chodzi tu tylko o estetykę. Ale nie mieliśmy również odpowiednio przygotowanych dróg dojazdowych, niektóre należało dopiero wybudować. I to niezależnie od Euro, bo dróg tych nasz kraj potrzebuje również do codziennego funkcjonowania po prostu potrzebuje. Europejski czempionat prace te więc znacząco przyśpieszył, jednak w kraju zapanowało błędne przekonanie, że wszystkie siły i środki poświęcono właśnie temu celowi. Otóż nie. Organizacja zawodów sportowych, nawet rangi Euro, nie może bowiem sparaliżować innych prac. Ponadto chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę, że zanim pierwsza łopata zostanie wbita w plac budowy, nastąpić musi cała gama procedur, których w jeden dzień załatwić zwyczajnie się nie da. Nawet w krajach, gdzie biurokracja jest w stosunku do naszej uproszczona.

Gdy nieco opadły emocje, zaczęliśmy również narzekać na budowy stadionów. Najczęstszym hasłem było oczywiście, że „nie zdążymy”. Padały nawet propozycje rezygnacji z organizowania turnieju, by uniknąć kompromitacji w postaci karnego odebrania nam turnieju przez UEFA lub gry piłkarzy między koparkami. Gdy stadiony były już prawie gotowe, miliony rodaków cmokało, że „ja to bym nieco inaczej zrobił”. Pomyślmy od drugiej strony – kiedy i czy w ogóle powstałyby u nas stadiony, które wykorzystane zostaną na Euro 2012, gdybyśmy jednak tego turnieju nie dostali?

A te logo, to brzydkie, prawda? Maskotki? Beznadziejne. I kto im te durne imiona nadał? A nasza piosenka promująca turniej? Spuśćmy na nią zasłonę milczenia…

Lepszy był Bazar X-lecia, prawda?

No i ta drużyna. Słusznie powiedział ktoś kiedyś, że żyjemy w kraju, w którym mieszka 40 milionów selekcjonerów. Każdy z nich wie najlepiej, których piłkarzy do składu powołać, jakie treningi im zaaplikować, jaką zastosować taktykę, itp. Krytyka selekcjonera Smudy i jego wybrańców dotyczyła aspektu niemal każdego – od ich wypowiedzi w mediach, poprzez grę w klubach, w sparingach reprezentacji (o krytyce wyboru sparingpartnerów nie wspominając), jakie noszą stroje (akcja „Gdzie jest krzyż?” płynnie przeszła w „Gdzie jest Orzełek?”), co robią w czasie wolnym od pracy (mieści Wam się w głowach, że piłkarz ma czas wolny i życie prywatne?). Krytykowano tych, co w kadrze grają, krytykowano pomijanie tych, co nie grają (czyli piłkarz mógł być krytykowany albo za jedno albo za drugie – nic pomiędzy). Chętnie wyrwałbym z tego tłumu malkontentów pierwszego z brzegu delikwenta i nakazał przejęcie obowiązków Franciszka Smudy – obserwację Polaków grających w kraju i w ligach zagranicznych, analizę umiejętności i przygotowanie mikro cyklu treningowego, rozpracowywanie rywali i przygotowanie rozwiązań taktycznych do nich dostosowanych, stworzenie planu B, C, D…X, Y, Z na wypadek kontuzji, słabszej dyspozycji czy zmian w szeregach przeciwników, zapanowanie nad grupą dwudziestu kilku facetów podczas zgrupowań, zadbanie o odpowiedni klimat i podejście do każdego z nich indywidualnie, odpowiednie szafowanie powołaniami, no i jeszcze takie drobnostki jak kontakt z mediami, trenerami poszczególnych zawodników, współpraca z betonowymi władzami naszego związku, itp. A i jeszcze niech gdzieś znajdzie czas dla rodziny, na odpoczynek, życie prywatne. Proste, nie? Nie!?

Nie ze wszystkim zdążyliśmy, ale mamy sporo odremontowanych dróg, kilka nowych, przebudowane lotnisko, stadiony, hotele, strefy kibica. Logistycznie do turnieju na wszystkich płaszczyznach jesteśmy przygotowani. Owszem, zawsze coś można było zrobić lepiej, szybciej (a w niektórych przypadkach w ogóle zrobić – vide druga linia metra), ale czy te pięć lat temu Polska była taka sama i nie zmieniło się nic?

Ale spokojnie, Polacy mają i tak na co narzekać. Ostatecznego składu drużyny już nie zmienimy, zatem czas na krytykę gry. Czas na krytykę rozwiązań taktycznych. Na dobór podstawowej jedenastki. Na rotacje w trakcie meczu, a już tym bardziej na ich brak. „Mój Boże, znowu Szpakowski komentuje!?”. Metra nie ma, drogi w budowie, wszystko jest be. No i te strefy kibica… Na facebookowych profilach moich znajomych niemal codziennie czytam tyrady, jak to te strefy utrudniają normalne życie („bo muszę, rozumiesz to, do metra naokoło iść!”), jak to jest tam nieznośnie hałaśliwie , te tłumy idiotów są wszędzie. Owszem, utrudnień przy okazji takiej imprezy uniknąć się nie da – niejeden musi nadkładać drogi gdzieś tam, stanąć w korku, pojechać objazdem, autobusem zastępczym, itp. Ale ludzie! Czy w naszym kraju zawsze jest tak ciekawie, że od nadmiaru doznań rozrywkowo-kulturalnych chce nam się zwrócić obiad, a Euro jest już przelaniem czary goryczy? Czy kraj nasz jest tak atrakcyjny, że i bez Mistrzostw mamy w okolicach wakacji tłumy rozentuzjazmowanych turystów? Czy to, co się dzieje teraz, faktycznie uniemożliwia codzienne życie? Czy wszystko to potrwa wieki? Nie każdy piłkę lubić musi, ale to takie złe, że tłumy ludzi dobrze się bawią, zostawiając w naszym kraju swoje oszczędności, a ze sobą zabierając dobre wspomnienia, które mogą w przyszłości zaprocentować? Czy bilans zysków i strat, nie tylko tych finansowych, wychodzi na minus?
Przykre to trochę, że z czegoś, o co walczyliśmy przez 4 lata (pomysł organizacji turnieju powstał w 2003 roku), a przez kolejne 5 budowaliśmy, jest teraz powodem do wszechobecnego narzekania. Tym bardziej, że co by nie mówić, lepsza okazja do ubarwienia naszego szaroburego kraju prędko się ponownie nie zdarzy.