CO Z TYM SMUDĄ?

CO Z TYM SMUDĄ?

Euro 2012 dla polskich piłkarzy jest już historią, ale absolutnie nie jest to koniec polskiego futbolu. Już za kilka tygodni bowiem czeka nas jedyny sparing przed wrześniowymi meczami eliminacyjnymi do Mistrzostw Świata, które w 2014. roku odbędą się w Brazylii. Selekcjoner Franciszek Smuda zapowiedział, że rezygnuje z dalszej pracy w kadrze, choć oficjalnego potwierdzenia tejże informacji nie ma. A czas pędzi nieubłaganie.

Przeważnie po wielkich imprezach głowy trenera kadry domagają się wszyscy – od Adamiakowej z warzywniaka, poprzez kibiców, dziennikarzy czy ekspertów wszelakiej maści. Tym razem zdania są jednak skrajnie podzielone. Niby bowiem popularny „Franz” nie wykorzystał najlepszej okazji w historii, by polskich piłkarzy wprowadzić na dotąd mityczne wręcz dla nich salony, z drugiej zaś strony osiągnął wynik lepszy, niż jego poprzednicy. I to po prawie dwóch latach rozgrywania samych sparingów, które jak od dawna wiemy, rządzą się swoimi prawami i nie są wiarygodnym probierzem umiejętności. Stworzył zespół ciekawy, mający potencjał. Zupełnie go jednak nie wykorzystał.

Obiecywał Smuda grę szybką, ofensywną, a nawet efektowną. Nie do końca mu w to wierzyliśmy, bo przecież huraganowe ataki Polaków to jednak w futbolowym światku rzadkość. I obietnicy faktycznie nie spełnił – taktyka z jednym napastnikiem, jednym skrzydłowym i praktycznie trzema defensywnymi pomocnikami jest taktyką wybitnie obronną, by nie rzec bojaźliwą. Sprawiał selekcjoner wrażenie, że nie ma odwagi wpuścić graczy ofensywnych, co by nie rozszczelnić tyłów. Atak pozycyjny to dla naszych kopaczy wciąż umiejętność, której w kadrze jeszcze nie osiągnęli. W swoich klubach współpracują z piłkarzami znacznie lepszymi, gdzie ta forma nacierania na bramkę rywala jest codziennością. Jako reprezentacja natomiast skupiać powinniśmy się raczej na szybkich kontrach. Ale znowu – jak takowe przeprowadzić, desygnując do gry jednego napastnika, jednego skrzydłowego, trzech defensywnych pomocników…

Z drugiej strony kłopotu bogactwa kreatywnych graczy z pola nie mamy. Polskie piłkownictwo od lat bramkarzami stoi, co udowodniliśmy w meczu z Grekami, gdy sędzia pozbawił nas golkipera podstawowego, a ten rezerwowy bez rozgrzewki obronił rzut karny. Wadą strzegących własnej bramki zawodników jest to, że ich umiejętności goli drużynie nie przyniosą. Ale czy naprawdę nie było w kadrze nikogo, kto mógłby wpłynąć na losy naszych potyczek grupowych?

Tego dowiemy się najwcześniej w eliminacjach do MŚ, bo na Euro nasi już piłki nie dotkną. Pytanie tylko, kto ich w tych starciach poprowadzi? Gdyby na swym stanowisku pozostał trener obecny, rewolucji kadrowo-taktycznej raczej nie zaznamy. Owszem, Smuda to człowiek inteligenty i zdanie potrafi zmienić, nawet często (casus dopuszczenia do gry piłkarzy naturalizowanych) i swoich koncepcji kurczowo trzymać się nie będzie. Ale trudno też uwierzyć, że nagle zmieni całkowicie taktykę i połowę składu. Z euroklęski wyciągnie wnioski i wprowadzi poprawki, ale nowej reprezentacji nie zobaczymy.

Inaczej będzie w przypadku zmiany szkoleniowca. Każdy z medialnych kandydatów do schedy do Smudzie prezentuje wizję futbolu odmienną, często skrajnie. Do kadry przeszczepiłby swoich współpracowników, treningi, założenia taktyczne. Zmiany w składzie polskiej drużyny byłyby czymś niemal naturalnym.

Należy więc rozważnie podjąć decyzję o przyszłości Franciszka Smudy, o ile on sam nie rozwiąże sprawy rezygnując ze stanowiska. Gdyby jednak pojawiła się obustronna (PZPN, piłkarze, kibice – Smuda i jego ludzie) chęć kontynuowania współpracy, nie ma sensu lamentować. Warto pamiętać, że Franz spędził z tymi chłopakami dobre dwa lata, zjeździł piłkarską Polskę wzdłuż i wszerz, przefiltrował boiska zagraniczne, realizuje jakąś wizję. Nowy trener, o ile nie będzie to uznany fachowiec zagraniczny, byłby na stanowisku mimo wszystko debiutantem, bo powrót któregoś z poprzednich selekcjonerów raczej w grę nie wchodzi. Kadra jest dosyć młoda, coraz lepiej ze sobą zgrana, jej skład jak i taktyka do tragicznych nie należą i po pewnych poprawkach ma szansę coś osiągnąć.

Zatem co z tym Smudą? Ja bym go mimo wszystko zostawił. Jeśli betonowy PZPN nie ściągnie kogoś pokroju Guardioli, zatrudnianie innego krajowego fachowca mija się z sensem. W mediach króluje nazwisko uznanego w USA polskiego trenera – Piotra Nowaka. W przypadku rezygnacji ze Smudy człowiek ten faktycznie stanowi ciekawą alternatywę, ale sukcesu nie gwarantuje. Grupę eliminacyjną do Mundialu 2014 mamy obsadzoną drużynami raczej średnimi, dlatego moim zdaniem warto dać Smudzie szansę na kontynuowanie pracy.

One Reply to “CO Z TYM SMUDĄ?”