DZIEŃ BEZ EURO

DZIEŃ BEZ EURO

Po jedenastu dniach nieustannej pogoni za piłką nastał dzień wytchnienia. Zakończona już faza grupowa Euro dostarczyła nam mnóstwo skrajnych, choć głównie pozytywnych emocji, nie tylko stricte piłkarskich. To chyba odpowiedni moment na malutkie résumé i nieśmiałe pytania, co dalej.

Patrząc na Euro 2012 z czysto piłkarskiego punktu widzenia, turniej się zaczął, trwa, a za niespełna dwa tygodnie skończy. Piłkarze pograją, kibice pokibicują i tyle. Po meczu finałowym temat zwyczajnie zniknie i futbolową uwagę będzie można skupić na eliminacjach do Ligi Mistrzów, na rozpoczęciu zmagań w  krajowych ekstraklasach czy nawet nadchodzącym Mundialu. Spojrzenie takie jest jednak mocno dla samego nawet turnieju krzywdzące, bowiem poza szczytnymi ideami związanymi ze sportową rywalizacją, na Euro składa się całe morze korzyści i strat zarówno na długo przed samą imprezą, jak i długo po niej.

Przyznanie Polsce współorganizacji Mistrzostw Europy umożliwiło nieosiągalny dotąd skok cywilizacyjny. Wzięcie tak ogromnego turnieju na swoje barki wymaga zdecydowanych, wielotorowych działań na wielu płaszczyznach. I to zwłaszcza w kraju, w którym brakuje dróg, autostrad, stadionów czy hoteli, a już istniejąca infrastruktura w znakomitej większości woła o remont czy modernizację. Tego typu prace po prostu musiały nabrać tempa, by Polska była należycie przygotowana. Pomijając kwestię, że wielu z przeprowadzonych inwestycji w ogóle by nie przeprowadzono.

Sam turniej z kolei jest znakomitą okazją do zarobku rodzimych przedsiębiorców. Kibice wszak muszą gdzieś spać, mieć co jeść i pić, pójść na imprezę. Kieszenie rosną nie tylko możnym korporacjom, ale i drobnym kupcom, zarabiającym na wszystkim z piłką związanym – od reprezentacyjnych koszulek począwszy, poprzez narodowe proporczyki, czapeczki, kubeczki, na papierze toaletowym w narodowych barwach skończywszy.

Euro, to także znakomita okazja zdobycia dodatkowych funduszy, ale i doświadczenia dla tysięcy wolontariuszy i ogólnie osób związanych z organizacją i przebiegiem turnieju.

To wreszcie gigantyczna promocja kraju, który w oczach zachodniej części Europy wciąż uchodzi za bastion komunizmu, zaściankowości i w ogóle dziczy. Choć w opiniach tych jakaś część prawdy kryje się bez wątpienia, to jednak dziesiątki tysięcy przyjezdnych (którzy gdyby nie Euro, do Polski by nie mieli po co przyjeżdżać) mogło na własne oczy zobaczyć, że choć do „zachodu” wciąż nam daleko, to wcale po naszych ulicach nie chodzą dwugłowe bestie, po ulicach nie jeżdżą riksze, trawa jest zielona, a słońce świeci normalnie. Niewielkim nakładem (w stosunku do już podliczonych zysków) wypromowaliśmy i jeszcze promować będziemy nasze miasta i rejony turystycznie atrakcyjne. To bezcenna inwestycja w przyszłość – według wstępnych badań ok. 80% kibiców deklaruje chęć powrotu do Polski na któreś swoje wakacje, ponad 90% z kolei poleci nasz kraj rodzinie czy znajomym.

Wobec powyższego miesięczne niedogodności związane z przebiegiem turnieju po prostu bledną. Nigdy wcześniej i prawdopodobnie nieprędko Polska stanie przed szansą tak ogromnego rozwoju i promocji. Nie psioczmy więc tak bardzo na to, że o piłce jest teraz wszędzie głośno. Korzyści bowiem odniesiemy wszyscy – zarówno jako naród, jak i każdy z osobna.