JAKA TA INFORMATYZACJA STRASZNA

JAKA TA INFORMATYZACJA STRASZNA

Ogromny postęp technologiczny w ostatnich latach sprawił, że na co dzień nie do końca świadomie korzystamy z jego owoców. To, czego kiedyś nie byliśmy w stanie sobie wyobrazić stało się tak powszechne, że nasza wyobraźnia nie dopuszcza braku pewnych rozwiązań. Chodzi tu głównie rozwój szeroko pojętej informatyzacji, o totalną integrację urządzeń i programów z naszym rzeczywistym życiem. Sytuacja ta wyłoniła jednak mnóstwo oponentów, upatrujących w cywilizacyjnym postępie zagrożenie dla dalszej egzystencji ludności. A jak jest naprawdę?

 

Komputer jako taki dawno już przestał być dobrem luksusowym nawet w tych krajach, które powszechnie uchodzą za te biedniejsze czy mniej rozwinięte. Sam w sobie przestał być także obiektem godnym podziwu. Podobnie rzecz ma się z telefonami komórkowymi czy innymi urządzeniami mobilnymi (tablety, smartfony, laptopy). Te sprzęty, jak i dostępne dla nich oprogramowanie, stanowią już niemal nieodłączny element naszego życia tak zawodowego, jak i społecznego. Pojemność słowa „Internet” jest dziś praktycznie nieograniczona, serwisy informacyjne czy portale społecznościowe stanowią centra naszych działań, a coraz to nowe aplikacje są już raczej zwykłą codziennością niż nowinką techniczną. Gdzie więc, w tym całym wielkim udogodnieniu wypatrywać należy zagrożenia?

Bez wątpienia postęp cywilizacyjny powoduje marginalizację czy wręcz wyeliminowanie pewnych przedmiotów czy zachowań. Zegarek czy kalkulator możemy mieć w komórce, encyklopedię czy słownik w komputerze, zakupów dokonujemy przez Internet, etc. Werbalna komunikacja interpersonalna w wielu wypadkach zastępowana jest przez czaty czy inne komunikatory, odpowiedzi na pytania szukamy w Google’ach, a nie w bibliotece czy u rodziny/znajomych. Film chętniej obejrzymy na odtwarzaczu dvd niż w kinie, książkę przeczytamy w formie e-booka (najlepiej na czytniku takowych plików). Przykładów można by tu mnożyć, ale generalnie zagrożenie sprowadza się praktycznie do jednego – wycofania z  życia w społeczeństwie. Realnego życia, dodajmy.

I zagrożenie to jest jak najbardziej realne. Umniejszenie wartości kontaktu z drugim człowiekiem, rzadszy udział w wydarzeniach kulturalnych, uzależnienie od aplikacji czy serwisów, ograniczenie samodzielnego myślenia. Są to możliwe efekty uboczne niekontrolowanego wpadnięcia w wir bombardujących nas udogodnień technicznych. Uboczne, a nie główne i jedyne.

Tak naprawdę wszystko, nawet z założenia pożyteczne, w nadmiarze szkodzi. Weźmy chociażby jedzenie, takie zdrowe. Gdy zamiast jeść, będziemy się nim bez przerwy opychać, doprowadzimy samych siebie do otyłości, chorób serca czy układu krążenia, do miażdżycy, itp. Nie chodzi więc o to, by z jedzenia zrezygnować, bo ono szkodzi. Należy wiedzieć, jakie są uboczne skutki niewłaściwego zeń korzystania.

Sama w sobie informatyzacja nie jest więc zjawiskiem z gruntu złym, nieuchronnie dążącym do upadku rodzaju ludzkiego. Zabawni wręcz są forumowi napinacze, którzy przy każdej możliwej sposobności podkreślają, że są ludźmi lepszej kategorii, bo nie mają konta na Facebooku. Potępiają posiadaczy czytników e-booków, wyśmiewają posiadaczy tabletów. Biadolą nad ogłupianiem najmłodszych za pomocą gier. Nie należy z całego postępu cywilizacyjnego korzystać, ale i rezygnacja z niego nie jeste jedynym slusznym rozwiązaniem.