CO NAS CZEKA W 2015: PIŁKA NOŻNA

CO NAS CZEKA W 2015: PIŁKA NOŻNA

Polska przewodzi w eliminacyjnej Grupie D, po zanotowaniu trzech zwycięstw (w tym historyczny tryumf nad Niemcami) i jednym remisie. Brzmi jak sen? Ta, ale nasza reprezentacja faktycznie jest na jak najlepszej drodze do awansu na turniej Euro 2016. Ponadto stołeczna Legia konsekwentnie punktuje rywali w Lidze Europy i kto wie, może w warszawskim finale imprezy wystąpi w podwójnej roli – finalisty i gospodarza? Jedno jest pewne – piłkarskich emocji w nabierającym powoli rozpędu roku 2015 na pewno nie zabraknie.

Do rozgrywek Ligi Europejskiej Legia dostała się drzwiami nie tyle tylnymi, co raczej awaryjnymi. Lub takimi zapomnianymi, których ktoś dawno bądź wcale nawet nie otwierał. Aspirująca do miana najlepszej w Polsce i rozpoznawalnej w Europie drużyna poniosła klęskę na niwie zawiłych praw i regulaminów, wystawiając w końcówce dwumeczy z Celtikiem Glasgow – jak się później okazało, gracza do gry nieuprawnionego. Dwumeczu, oddamy to im raz jeszcze, dwukrotnie przez Legię wygranego i choć rywal przeżywa słabszy okres, to jednak mało kto przewidział taki rozwój wypadków. Walkower przesądził o losach dwumeczu, spychając stołeczną jedenastkę do traktowanej przez europejskie potęgo po macoszemu Ligi Europy. Oczywiście dla klubu znad Wisły udział w tejże nie stanowi żadnej kary czy przykrego obowiązku – tryumf lub nawet zajście do fazy pucharowej stanowi dla większości ekstraklasowych drużyn plan na przyszłe stulecie. Niemniej nadzieje na pierwszy od niemal 17 już lat awans do Ligi Mistrzów przepadły tym razem wbrew tradycji nie na zielonej murawie, tylko przy zielonym stoliku.

Legia się nie obraża, nie bojkotuje LE, nie gra tam juniorami. Henning Berg najwyraźniej ma pomysł na taktykę może pozbawioną fajerwerków i innych wodotrysków, ale do bólu konsekwentną i skuteczną – mistrzowie Polski wygrali w swej grupie L pięć kolejnych spotkań, ulegając rywalom dopiero w ostatnim starciu, gdy awans do dalszych gier był już przypieczętowany. W 1/16 finału legionistom przyjdzie stoczyć bój z legendarnym, choć też przeżywającym lekki kryzys Ajaksem Amsterdam. Być może na tym europejska przygoda stołecznych bohaterów się zakończy, ale równie dobrze – w myśl porzekadła: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – warszawianie mogą udowadniać, że przy Łazienkowskiej budowana jest drużyna na miarę kontynentalnych średniaków i awansować do dalszych faz. Stawką, prócz udowodnienia samym sobie i piłkarskiemu światu podrażnionej ambicji po odpadnięciu z LM, jest finał rozgrywek, który w tej edycji rozegrany zostanie w Warszawie. Oczywiście przesadny hurraoptymizm doprowadzić nas może do kolejnego kaca piłkarskiego, niemniej przyznać należy, że dawno już nad Wisłą nie mieliśmy drużyny, która dominuje rodzime rozgrywki przy jednoczesnych sporych osiągach na europejskich salonach.

Kadra kraju to temat wdzięczny dla niemal wszystkich, od dziennikarzy począwszy, poprzez wszelkiego rodzaju znawców i „znawców”, na wszelkiej maści satyrykach i prześmiewcach skończywszy. Łatwo bowiem obrzucać błotem zgraję facetów, którzy zawalają kolejne mecze, całe eliminacje czy turnieje (vide Euro 2012). Poczynania biało-czerwonych w roku ubiegłym pozwalają jednak tzw. większości przejść z pozycji zaciekłych i malkontenckich krytykantów do nastawienia pokroju: „kurczę, może coś z tego będzie?”. Oczywiście można doszukiwać się w dotychczasowych sukcesach pewnych „ale”. Polacy co prawda dokonali tego, co nie udało się nawet „Orłom Górskiego”, czyli pokonali Niemców, a także wysoko ograli na wyjeździe Gruzję, no „ale”: ale pokonali Gibraltar, drużynę na wskroś amatorską, absolutnego debiutanta w w pojedynkach o punkty. Ale tylko zremisowali ze Szkocją (u siebie!). I „ale” chyba najważniejsze – do rozegrania Polakom zostało jeszcze 6 spotkań, z czego połowę stanowią arcytrudne wyjazdy (Niemcy, Irlandia, Szkocja). Etatowi malkontenci w tym właśnie upatrują szansy na to, by jedynym wspomnieniem z nieudanej drogi do Euro 2016 było historyczne pobicie Niemców.

Jak mawiał przywołany już Kazimierz Górski: „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”.

Cytat ten stanowić będzie puentę dla 2/3 powyższych wywodów. Bo o ile rozegranie finału LE na Stadionie Narodowym zdaje się być przesądzone, ale dopóki Legia i kadra nie odpadły z gry, dopóty nie zgaśnie w nas wiara w wielkie piłkarskie emocje A.D. 2015.

Gdzieś niejako po drodze napawać nasze zmysły będziemy dokonaniami ponoć najlepszego polskiego piłkarza, Roberta Lewandowskiego, który w Bayernie Monachium ma wreszcie zrobić karierę na miarę tych najprzedniejszych. Ekscytacji dostarczać ma nam duet z Borussi Dortmund, czyli Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski. Niejeden polski kibic duma nad dalszymi losami Grzegorza Krychowiaka czy Arkadiusza Milika. Ogólnie zatem rok zapowiada się ciekawie i oby na jego koniec będzie można z piłkarską dumą spojrzeć wstecz.

4 Replies to “CO NAS CZEKA W 2015: PIŁKA NOŻNA”