A GDYBY TAK BYĆ PO PROSTU MĘŻCZYZNĄ?

A GDYBY TAK BYĆ PO PROSTU MĘŻCZYZNĄ?

Epitetów określających mężczyznę współczesnego jest tyle, na ile pozwala ludziom słowotwórcza wyobraźnia, garściami czerpiąca z językowych zapożyczeń oraz subkulturowej nowomowy. W zależności od cech psychofizycznych (choć przeważnie przymiotniki te odnoszą się jedynie do powierzchowności, może nawet tylko ubioru czy fryzury), mamy więc samców alfa: metroseksualnych, drwaloseksualnych, nerdseksualnych, geekseksualnych, homo… No, sporo tego jest. A gdyby tak w tym nieprzebadanym gąszczu trudnych do pojęcia nazewnictw być mężczyzną? Tak, po prostu mężczyzną!

Nosisz brodę? Drwal! Grube oprawki do okularów (koniecznie czarne i koniecznie do zerówek – ci z wadą wzroku noszą soczewki)? Geek lub hipster! Wszystko na czarno? Homo… tzn. emo oczywiście! Wymieniać można bez końca lub do wyczerpania granic dobrego smaku. Co gorsza, zabawa w tego typu szufladkowanie wcale nie jest zarezerwowanych dla rozedrganych gimnazjalistek, piszczących do zespołów pokroju One Direction oraz oglądających się na równie niedostępnych kolegów z liceum. Robiąc niemal codziennie swoją prasówkę (no dobra, od lat jest to bardziej portalówka, ale nie ulegamy modzie na językowe potworki) natykam oczami na artykuły, utrzymane w poważnym, by nie rzec naukowym tonie, w których to przedmiotem badań jest właśnie tożsamość (według autorów zagubiona, lub przynajmniej nieokreślona) dzisiejszych facetów. A raz to nawet w radiowej audycji miałem możliwość wysłuchania, co o zjawisku sądzą różnej maści badacze społeczeństw. Ich wypowiedzi podparte były różnego rodzaju dociekaniami, z treści wynikało, że robionych na dość szeroką skalę. Gdy podczas owego słuchowiska przyszła mi do głowy myśl: „A gdyby być mężczyzną, tak po prostu?”, z pomocą niezwłocznie pośpieszyła mi jedna z radiosłuchaczek, która w czasie przeznaczonym na wypowiedzi zadzwoniła i zadała pytanie żywcem wyjęte z mojej głowy. Na swą obronę (bo w dzisiejszych czasach normalne przemyślenia i wnioski trzeba bronić, nie są bowiem ogólnie aprobowaną oczywistością) opisała męża swego, którego tak zachwalała (cytat niedokładny, niepamięć jest powodem, ale sens zachowany):

„Bo mój mąż to się po prostu umie dostosować – do pracy wkłada strój w miarę elegancki, na oficjalne zdarzenia ten bardziej elegancki, w domu czy na wczasach coś luźniejszego. Zawsze jest czysty, ma zadbany zarost, nawet gdy zapuszcza brodę, uczesany. Jest po prostu mężczyzną”.

Gdyby nie konieczność skupienia oczu na drodze (słuchałem audycji w aucie), niechybnie zaszłyby mi one łzami ze wzruszenia. Chciałem niczym onegdaj Archimedes wyskoczyć i wykrzykiwać: „Eureka!”. Oto bowiem w oparach absurdu znalazłem, drogą radiową, osobę… normalną?

W żadnym wypadku nie krytykuję ani tym bardziej nie bronię tego typu określeń używać. Ba, niech sobie nawet faceci wszelkim modom ulegają. Nie, widok mężczyzny zadbanego bardziej niż kobieta, z pieczołowicie ułożoną fryzurą, wymyślnym i pstrokatym strojem nie wzbudza mej odrazy. No dobra, coś wzbudza, ale jest to najwyżej niewinny uśmieszek politowania. Mamy, przynajmniej w teorii, wolność słowa, wyznania, ale także ubioru czy wyglądu. Tak, dotyczy to również osobników dorosłych. Chcesz? Proszę bardzo – dołóż starań, by trafić do odpowiedniej -seksualnej szufladki.

Ponoć facet ma w życiu dwie fryzury – jedną jako człowiek młody, drugą już jako dorosły. Nierzadko jedna od drugiej niewiele się różni, choć pewne zmiany mogą wymusić uwarunkowania genetyczne. Podobnie jest (choć również „ponoć”) ze stylem ubierania czy zarostem na twarzy. Znam takowych, ale znam również sporo poszukujących, czy też zwyczajnie zmieniających co pewien czas powyższe. Sam należę do tej drugiej grupy. Niemniej moje modyfikacje nie wynikają z potrzeby przynależności do jakiejkolwiek subkultury. Od zwyczajnie, raz lubię założyć to, innym razem owo. Raz ostrzyc się tak, a raz inaczej. Zawsze jednak staram się być po prostu mężczyzną, choć troszeczkę ciekawi mnie, do jakiej szufladki trafiam w oczach tych, którym nieobce są określenia ze wstępu tych wypocin…

A tak swoją drogą – niektóre z przytoczonych tu trendów powstały w odpowiedzi na już istniejące. Jeśli dobrze pamiętam, drwaloseksualizm (mężczyzną z bujną brodą, proste jeansy i koszula w obowiązkową kratę) to niejako protest wobec tych wymuskanych i wyfiokowanych mężczyzn spod znaku metroseksualnych. I tak myślę sobie, może kiedyś ta normalność, czyli być mężczyzną po prostu, będzie powszechnie stosowanym trendem w odpowiedzi na te wszystkie -seksualizmy?

2 Replies to “A GDYBY TAK BYĆ PO PROSTU MĘŻCZYZNĄ?”