WEŹ PIGUŁKĘ

WEŹ PIGUŁKĘ

Z góry uprzedzam żądnych taniej sensacji, że rzecz nie dotyka rozdmuchanego w ostatnich dniach mocno kontrowersyjnego tematu bez receptowego dostępu do „pigułki dzień po”, choć wpis faktycznie traktuje o medykamentach jako takich.

Człowiek skłonności do wszelakich uzależnień ma i zaprzeczyć temu stwierdzeniu nie sposób. Choć spektrum znaczeń słowa „uzależnienie” jest ogromne i nie zawsze ma konotację negatywną. Cóż bowiem złego jest w uzależnieniu od śmiechu czy też wysiłku fizycznego (np. na siłowni)? Niemniej idąc tropem podanej przez Wikipedię definicji:

Uzależnienie to nabyta silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji.

Stwierdzenie takowe nasuwa myśl, że nawet jeśli nasz bzik na jakimś punkcie jest pozytywny, to jednak z medycznego (lub jakiegoś innego, naukowego) punktu widzenia samo uzależnienie jest sytuacja dla ludzkiego organizmu sytuacją nienaturalną, więc niekoniecznie zdrową.

Nawiązać chciałem do specyficznego rodzaju „silnej potrzeby zażywania jakiejś substancji. Elaborat o narkomanii byłbym swoistym pójściem na łatwiznę i rozpisywaniem się w temacie znanym tak powszechnie, że umieszczenie w tekście odkrywczego bon mota porównać by można do zdobycia Mount Everest przez amatora. Problem, który chcę pokrótce opisać przez pryzmat mych obserwacji jest sprawą nieco delikatniejszą, by nie rzec: intymną. Otóż chodzi o szeroko rozumianą lekomanię. Słowo może i dosyć mocne, ale nawet delikatniejsze objawy tejże przypadłości można pod to hasło podpiąć. Korzystając z wywołanej do tablicy Wikipedii szybko przypiszemy też lekomanię pod odpowiednią grupę uzależnień:

Uzależnienie fizjologiczne (ang. physiological dependence), zwane też czasem fizycznym, to nabyta silna potrzeba stałego zażywania jakiejś substancji odczuwana jako szereg dolegliwości fizycznych (np. bóle, biegunki, uczucie zimna, wymioty, drżenia mięśni, bezsenność).

Na tym zdaniu chwilkę się zatrzymajmy, zanim dokończymy cytat. Z powyższego fragmentu wynika, iż nadmierne zażywanie wszelkiej maści medykamentów, prócz tego że jest objawem uzależnienia, to potrzeba nabyta. Nikt więc z takimi potrzeba się nie rodzi. Nabyć takich nawyków możemy pod wpływem różnorakich czynników – niechęć lub strach przed bólem głowy skłania nas do zażywania leków przeciwbólowych w sytuacjach, gdy tak naprawdę możemy sobie poradzić sami. Problemy ze snem, w jakiejkolwiek ich postaci, popychają nas do wspomagania organizmu środkami nasennymi. Ale często sięgamy również po, tak bardzo ładnie nazwane, suplementy diety. W złudnym przekonaniu milionów ludzi pigułki (lub inne formy) te poprawią nam samopoczucie, przyśpieszą zrzucenie zbędnych kilogramów, zapobiegną wypadaniu włosów czy też uczynią nas przystojnymi.

Nie ma nic złego w „podkręcaniu” działań organizmu. „Wszystko jest dla ludzi” – zacytuję, sam nie wiem kogo. Nikt nie zabroni uśmierzenia niedającego normalnie funkcjonować bólu. Tak samo jak nikt nie odmówi nam zażycia pigułki, gdy stres lub inne czynniki utrudniają nam zaśnięcie. Suplementów diety też nie należy odsądzać od czci i wiary. Gdy nieco przymkniemy oko na teorie spiskowe, według których koncerny farmaceutyczne, ministerstwa zdrowia i inne podmioty to nic innego jak jedna wielka, krwiożercza mafia, żerująca na zawartości portfela osób chorych (lub myślących, że są chore), to dojdziemy do wniosku, że przecież są one owocem badań różnych naukowców, zostały przez kogoś do obiegu dopuszczone i – przynajmniej z założenia – mają współczesnemu człowiekowi pomóc w czymś, z czym jego przodkowie nie mieli sposobności sobie poradzić.

Kiedy jednak magiczne pigułki (lub, jak mawia moja Małżonka – cukierki) stosujemy niemal bezwiednie, bez jakiejkolwiek kontroli (najlepiej lekarza), gdy traktujemy je jako jedyny sposób na poradzenie sobie z różnego rodzaju problemami (zarówno prawdziwymi, jak i często wyimaginowanymi) lub też stosujemy je zamiast czegoś (np. zamiast diety czy ćwiczeń cielesnych), to bez skrępowania możemy mówić o uzależnieniu. Oraz jego potencjalnych zgubnych skutkach. W tym momencie powrócę do nieśmiertelnej Cioci Wikipedii:

Zaprzestanie jej (substancji – przyp. Stęb.) zażywania (odstawienie) prowadzi do wystąpienia zespołu objawów, które określa się jako zespół abstynencyjny (zespół z odstawienia). W leczeniu stosowana jest detoksykacja, czyli odtrucie.

Nietrudno więc zgadnąć, że wiele osób z naszego otoczenia, a może nawet i my sami lawirujemy bardzo blisko granicy między zgodnym z przeznaczeniem stosowaniem leków, a bardzo groźnym uzależnieniem od nich. Rodzima służba zdrowia pewnie niewiele tylko odstaje poziomem od krajów tzw. Trzeciego Świata, niemniej warto dopchać się do pana doktora, który nasz problem trafnie zdiagnozuje (lub go wykluczy) i zaleci odpowiednie medykamenty bądź inne czynności, których wykonania będziemy musieli się podjąć. Brzmię jak zgryźliwy tetryk, który przeżył w życiu już wszystko, ale akurat w temacie wspomagania się różnego rodzaju lekami czy suplementami doświadczenie jako takie mam. Uspokajam – do uzależnienia mi raczej daleko, zwłaszcza obecnie, choć kiedyś faktycznie nadmiernie ufałem „cukierkom”. Jedno, co z tych życiowych lekcji wyniosłem, to graniczące z pewnością przeczucie, że ukazana w filmie „Matrix” pigułka po prostu nie istnieje…

5 Replies to “WEŹ PIGUŁKĘ”

  1. Świetny post. złapałem parę literówek, ale nic czym należałoby się
    martwić. Pozdrawiam i zapraszam do mnie, w szczególności
    jeśli interesujesz się zdrowiem i urodą

  2. Witaj, naprawdę się cieszę iż tutaj wpadłem.
    To fajnie że dużo stron zajmuje się medycyną. Wykorzystując okazję zapraszam do obejrzenia własnej strony.
    Pozdrawiam!

  3. Hej. Prowadzę portal informacyjny – koncentruję się na
    newsach z miast śląska, ale dodaję dodatkowo wskazówki i
    materiały z rozmaitych obszarów życia. Jeżeli masz chęci – spojrzyj do mnie, zarzuć linka, pinga.
    Pozdrawiam!