ILE TAK NAPRAWDĘ ZARABIASZ/PRACUJESZ

ILE TAK NAPRAWDĘ ZARABIASZ/PRACUJESZ

Przeważnie o naszym wynagrodzeniu myślimy używając niezwykle prostego schematu, w którym najzwyczajniej w świecie podajemy kwotę netto, podzieloną przez liczbę godzin pracy. Nieco tylko głębsze wniknięcie w sprawę może nas doprowadzić do wniosków, które mogą nieco zachwiać naszym wyobrażeniem o zarobkach.

Celowo w krótkim wstępie uściśliłem, że operować w swych wywodach będę kwotą netto, gdyż te brutto chyba nigdzie nie znajdują żadnego zastosowania. Na bohatera opowieści wybierzemy legendarnego Kowalskiego, którego zatrudnimy na niemal klasycznym etacie – praca od poniedziałku do piątku, w godzinach 8:00-16:00. Aby chłopina żył na w miarę godnym poziomie, a nam liczenie szło gładko, ustalimy jego wynagrodzenie (netto!) na 2000 PLN. Samą zaś pracę dajmy mu taką normalną – nie będzie nasz pracownik ani tyrał fizycznie, ani też nie będzie wytężał umysłu w skomplikowanych projektach. Jego zadania określmy popularnie – biurowe. Niechaj tak się stanie!

Kowalski za swoje mniej więcej 160 godzin miesięcznie kasuje więc 2000 PLN, czyli 12,50 PLN za godzinę. Tyle teorii. Pamiętajmy bowiem, że do biura musi on jakoś dotrzeć. Tak na szybko – ile znacie osób, które do pracy mają 5-10 minut drogi? No właśnie. A teraz zacznijcie wymieniać znajomych, z sobą włącznie, którym dojazd do pracy zajmuje minimum minut 30. Po dojściu do dziesiątej osoby, powróćcie do tekstu. By nie dramatyzować, nasz bohater dzielnie poświęca rzeczone 30 minut na dotarcie do firmy, a drugie 30 na powrót do domu. Godzina dziennie. 20 godzin w miesiącu. Ze wspomnianych 160, robi się 180 godzin może nie tyle pracy, co czasu poświęconego na nią. A z rzeczonych 12,50 PLN/godz. spada Kowalski do 11,1 PLN.

Czas to jedno, doliczyć jednak należy również koszt takiego dojazdu. Na potrzeby opowieści uczynimy Kowalskiego mieszkańcem stolicy, by nie nakładać nań kosztów związanych z drugą strefą biletową. Ustalając koszt biletu nie dopytałem go, czy podatki płaci w Warszawie czy też w mieście pochodzenia, uśrednijmy więc koszt miesięcznego biletu na 100 PLN. Owszem, z karty miejskiej korzystać można dojeżdżając gdzieś również w celach prywatnych, niemniej wtenczas raczej płacilibyśmy za przejazdy jednorazowe, niż od razu za 30-dniowe. Konieczność wykupu abonamentu zdeterminowana jest więc głównie pracą. Jeśli więc uznamy takowy wydatek za „koszt uzyskania przychodu”, to z 2000 PLN robi nam się już 1900 PLN, dzielone na wyliczone 180 godzin daje już 10,60 PLN/godz.

Gdyby jednak Kowalski zechciał swym podróżom do pracy nadać miano luksusu i z komunikacji miejskiej przesiąść się do własnego auta… By znów nie rzucać liczbami niebotycznymi, ustalmy cenę takiego komfortu na 300 PLN miesięcznie – w kwocie tej zawrzyjmy paliwo i tzw. koszty eksploatacyjne, czyli zwyczajną amortyzację samochodu. Jako wymierną korzyść takiego rozwiązania podajmy skrócenie czasu na dotarcie do i powrót z biura – niechaj teraz to będzie 30 minut, po 15 w każdą stronę. Wyjdzie na to, że Kowalski sprytnie zaoszczędził cenne godzin w miesiącu, ale jednocześnie stracił finansowo. Jego godzinny zarobek to teraz jedyne 10 PLN. Pół biedy, jeśli nasz modelowy bohater dostał pracę w firmie uczciwej, poważnie podchodzącej do kwestii nadgodzin czy też przenoszenia pewnych zadań do domu na wieczory/weekendy. Gdybyśmy bowiem dołożyli mu konieczności pokroju: „zrobienia papierów”, „odpisania na maile”, „odebrania paru telefonów” poza przedziałem 8:00-16:00 to szybko moglibyśmy powrócić do 20 dodatkowych godzin w miesiącu, od których nie uchroni go nawet jazda samochodem. Zresztą tych 20 godzin często uniknąć się nie da. W ilu bowiem pracach zachodzi konieczność przywdziania odpowiedniego stroju (dochodzi przebranie przed i po pracy), rozliczenia kasy (robienie raportów PO godzinach pracy), oddania uta służbowego (dojazd do siedziby).

Oczywiście nie należy też popadać w skrajności. Odejmowanie Kowalskiemu od zarobków chociażby kosztów wyżywienia mija się z celem, bo nawet jako bezrobotny jeść by musiał (inna sprawa, czy miałby za co). Warto jednak przed podjęciem pracy (lub chcąc coś zmienić w obecnej) wziąć pod uwagę nieco więcej czynników, niż po prostu wpływające na konto wynagrodzenie. Rozważyć trzeba jej charakter (czy będą nadgodziny, przenoszenie jej do domu), odległość od domu (naprawdę warto jechać godzinę w jedną stronę?) oraz różne inne koszty z niej wynikające (np. konieczność zakupu kilku garniturów). Na sam koniec zacytuję zaś dwóch klasyków:

„Biedni wolą wynagrodzenie za czas pracy, bogaci wolą wynagrodzenie za wyniki pracy”

I drugi, taki nieco głębszy:

„Pracownik nie jest winien swemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę, będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem”

One Reply to “ILE TAK NAPRAWDĘ ZARABIASZ/PRACUJESZ”

  1. Cześć, ciekawy post, niemniej powinno być nieco więcej zdjęć
    i ilustracji wizualizujących tekst. Osobiście wiem iż mamy z tym kłopot – bo prowadzę swój
    portal (łącze wyżej), jednakowoż da się sobie
    w jakiś sposób radzić zdjęciami z darmowych
    repozytoriów – sxc.hu, wikimedii i podobnych. Życzę powodzenia i zachęcam do
    zobaczenia mojego serwisu!