NIE DBAMY O HIGIENĘ

NIE DBAMY O HIGIENĘ

Tytułowe stwierdzenie obruszyć może niejedną osobę. Taką, która o higienę osobistą dba i, póki co, znajduje się w tzw. większości. Statystyki, badania czy też doznania organoleptyczne zmuszają jednak do rozważenia wzbudzenia alarmu. A tytuł, wbrew pozorom, mylący nie jest.
Najpierw obserwacje własne i innych. Nie trzeba być bowiem naukowcem, który za grubą kasę dochodzi do wniosków, dających się wysnuć po chociażby jednej przejażdżce autobusem. Wystarczy, że nieco mocniej przyświeci słoneczko lub spadnie w miarę rzęsisty deszcz. To właśnie wtedy stłoczeni w autobusie ludzie ujawniają swoje braki w higienie, tak osobistej jak i tej dotyczącej odzieży. Niestety, u wielu osób widać takie uchybienia nawet bez interwencji zjawisk atmosferycznych. Podobnie jest w biurach, szkołach, itp. Rzut oka wystarczy, by dostrzec czyjeś przetłuszczone włosy, niedomyte (lub w ogóle nieumyte) zęby, charakterystyczną „szarość” twarzy, brud pod pazurami. Bardziej skryte są takie kwiatki, jak trzydniowe gacie i skierki, niepodtarty tyłek… Jeden znajomy w kontekście dyskusji o higienie rzucił hasło: „im niżej, tym gorzej”. Coś w tym jest, bo o ile gębę jeszcze jakoś przepłuczemy, o tyle już niższe partie ciała muszą czekać na specjalną okazję, by zostać umyte.

„Częste mycie skraca życie” – tę mającą już siwą brodę maksymę nader często stosuje nasze społeczeństwo. Potwierdzają to nie tylko subiektywne obserwacje w środkach komunikacji masowej czy miejscach pracy. Wstydliwe fakty z życia Polaków poddane zostały wszelakim badaniom, które nasze spostrzeżenia nie tylko potwierdzają, ale nawet je potęgują. Oczywiście te szumne badania to w znakomitej większości uwielbiane przez nas ankiety. Wyniki tychże sondaży są raczej wiarygodne, gdyż każdy brudas w cztery oczy spytany potwierdzi, że bierze prysznic minimum dwa razy dziennie. Ale gdy już zapewni mu się anonimowość przyzna, iż ten prysznic to tak z raz w tygodniu, no może dwa. Zresztą jak inaczej sprawdzić, czy Polacy się myją?

Poniżej garstka najciekawszych wyimków z tychże ankiet:

jakaś 1/3 mężczyzn i jakaś 1/5 kobiet zmienia bieliznę rzadziej niż codziennie

– jakaś 1/4 populacji nie myje rąk po wyjściu z kibelka

– jakaś 1/3 myje zęby jakiś raz w tygodniu

Co tu więcej potrzeba? Wystarczy przecież po porannym siku nie umyć rąk, po śniadaniu zębów, założyć wczorajsze gacie i z pominięciem prysznica czmychnąć do autobusu. Dorzućmy do tego +30 stopni Celsjusza. Przełknięcie powyższych statystyk porównać można z przełknięciem czerstwego chleba razowego, ale jeszcze jedno wyliczenie może pomóc nam w zrozumieniu zjawiska. 17 (siedemnaście!) złotych, to kwota, którą miesięcznie (!) przeznaczamy na środki czystości. W skład takowych wchodzą m.in.: pasta do zębów, szampon do włosów, mydło, dezodorant, wszelakie kremy, również proszek do prania, płyn do mycia naczyń, itp. Myślę, że chyba nawet przy dobrej promocji w Biedronce czy innej Żabce zakup chociaż połowy z tych artykułów będzie nieco utrudniony.

Temat można zgłębić. Niektórzy eksperci przedstawiają badania, które mogą nieco przypominać film „Efekt motyla”, gdzie twórcy wykazywali, iż ruch skrzydeł motyla na jednej półkuli ziemskiej wywołać może tsunami na drugiej (tak z pamięci cytuję). I tak, idąc tropem badań uczonych w białych kitlach, dojdziemy do zatrważających faktów – wielu ludzi dotyka około 11 penisów rocznie i to niezależnie od płci. Szczęka opada? Szok? No to posłuchajcie – ktoś po zrobieniu siusiu nie umył rąk, dotknął potem klamki od drzwi wejściowych do biura, potem tej klamki dotknęliśmy my…

Jak więc należy dbać o higienę? Co wchodzi w skład takowych działań? Cisnąca się natychmiast na usta odpowiedź brzmi: „myć się, do cholery!”. I to w zasadzie jest cała tajemnica, choć nie do końca. Dobrze, gdy rano i wieczorem (albo chociaż rano, przed wyjściem…) nawilżymy całe ciało, dorzucimy nieco mydła, wyszczotkujemy zęby, itp. To absolutne minimum. Im więcej czynności wykonamy, tym lepiej. Dobrze jest zatem zainwestować w większą ilość kosmetyków. Nie muszą być one drogie, choć w szerszej perspektywie są bardziej opłacalne (dłużej trzymają zapach chociażby).

Zresztą jak już jesteśmy przy inwestycjach – inna stara maksyma głosi, że: „nie stać nas na tanie rzeczy”. Trudno się z tym nie zgodzić. Dlatego przesadne oszczędzanie na środkach czystości nie jest wskazane. Dotyczy to zarówno kupowania najtańszych kosmetyków, jak i nie kupowanie ich wcale. Nie sztuką jest także zakup tych najdroższych. Najprostsze rozwiązania są ponoć najlepsze, dlatego żadne, nawet najdroższe perfumy nie zastąpią zwykłego prysznica.