BO JA JESTEM MATKĄ Z DZIECKIEM

BO JA JESTEM MATKĄ Z DZIECKIEM

Nie jest moją intencją kogokolwiek obrażać, poniżać czy wyszydzać, zwłaszcza publicznie. Intencją moją jest jedynie przekazanie wniosków, które wysnułem empirycznie podczas korzystania z tzw. przestrzeni publicznej, gdzie wcale nierzadko natknąć się można na matki z dziećmi.
Pojęcie dość szerokie, gdyż matka z dzieckiem (może ułatwmy sobie i używajmy skrótu – MZD), to może być zarówno kobieta z pacholęciem w nosidełku, jak i będąca w sędziwym wieku kobieta ze swoim 40-letnim synem. Na potrzeby tejże notki posłużmy się zjawiskiem kobiety w średnim wieku, dzielnie pchającej przed sobą wózek. To właśnie takie duety z jednej strony podziwiam – na barkach tejże kobieciny niechybnie spoczywa bowiem obowiązek niemal całodobowej opieki nad nieporadnym berbeciem, dokonania zakupów, zadbania o wystrój i porządek w domu, zrobienia obiadu dla wszystkich, itp. A, w przerwach oczywiście może też zająć się trochę sobą.

Z drugiej zaś takowe MZD potrafią podnieść moje ciśnienie  tętnicze, powodując jego przeskok z poziomu względnego spokoju, na poziom minimalnej irytacji. Jednym z surowców, użytych do budowy fundamentu współżycia społecznego, jest na pewno wzajemne poszanowanie obywateli, bez względu na ich status. Oczywiście, osobie niepełnosprawnej pomożemy, kobiecie ustąpimy, dresiarzom zejdziemy z drogi, ale ogólnie rzecz biorąc na ulicę należy wyjść z pozytywnym nastawieniem do otoczenia, oczekując bezwarunkowego rewanżu. Czemu więc MZD podchodzą do sprawy niezwykle jednostronnie, by nie rzecz – egoistycznie?

Centrum handlowe, godziny popołudniowe. To czas, gdy ta pracująca część narodu tłumnie uderza do tego typu przybytków. Ostra walka łokieć w łokieć, by tylko ubiec konkurenta w zakupie czegoś w promocji bądź zdobycia o kilka minut świeższych bułeczek. Ja nie twierdzę, że będąc w takim miejscu należy załączyć tryb idioty, i niczym rączy jeleń przeskakiwać między kolejnymi półkami i sklepami, no ale nie oszukujmy się – tempo spacerowe jest w centrum handlowym raczej niewskazane. Tymczasem, w całym tym chaosie, napotkać możemy MZD właśnie. OK, niech sobie ogląda spokojnie ciuchy, niech sobie przebiera w czeluściach półek. Ale czemu ma służyć pozostawiony samopas wózek, zwykle blokujący przejścia? Albo co ma dać skryty atak tymże wózkiem na tył mojej postaci? A odwróć się w takiej sytuacji. Oczekujesz przeprosin? Śmiertelniku! Jeśli rzeczona MZD nie zacznie napierać jeszcze bardziej, to w najlepszym razie obdarzy cię morderczym spojrzeniem, zdającym się krzyczeć: „Bo ja jestem matką z dzieckiem!”

Restauracja. Po wielogodzinnych bojach w urzędach, parkach czy centrach handlowych, warto coś przekąsić. Załóżmy, że wózek blokujący ze trzy przejścia między stolikami na raz, to jeszcze żaden kłopot. Dziecięcy rydwan można przecież kocimi ruchami wyminąć i nieco nadrobić drogi do wolnego stolika – to nie kłopot. Nie oczekujemy przecież, że MZD przyjdzie go głowy pojazd nieco przesunąć – ona jest MZD i uszanuj to, bezdzietny obywatelu. Załóżmy, że niezrażony tym wszystkim skupiasz się na strawie, choć skupienie to idzie ci opornie. Dlaczego? Szybki rzut okiem po sali i co widzisz? Samych kręcących głowami klientów, podkreślających swoje ruchy grymasem niezadowolenia. Ale o to przy jednym stoliku siedzi ktoś, kto przeraźliwym wyciem małego obywatela jest tak zachwycony, że ogniki w jej oczach mogłyby rozpalić stojącą na stoliku świecę. Wyjść? Utulić? Przyjść w porze, gdy nieco mniej ludzi korzysta z restauracji? Nie, przecież „ja jestem…”.

Podkreślam jeszcze raz – MZD podziwiam, szczerze. W dzisiejszych rozchwianych czasach, gdy niepewna jest sytuacja gospodarcza, a w powietrzu wisi wojna, kobiety te decydują się na trudy ciąży i wychowania dziecka, nierzadko samotnie. Niemniej boli mnie trochę roszczeniowa postawa, spychanie na dalszy plan innych uczestników chodnika, sklepu czy restauracji. Bo niby nikomu tarasujący przejście wózek i krzyczący wniebogłosy maluch nie ma prawa przeszkadzać – to wręcz nobilitacja, uczestniczyć w takim zjawisku. I tylko o nieco więcej poszanowania nieśmiało apeluję.