SZTUCZNA INTELIGENCJA

SZTUCZNA INTELIGENCJA

Świat, w którym myślące maszyny odgrywają jakąkolwiek rolę, znany jest – póki co – jedynie z powieści i filmów o tematyce fantastycznej, tudzież popularno-naukowej. A jeśli już o nauce mowa, to próby przełożenia artystycznych wizji twórców na rzeczywistość wciąż pozostają jedynie próbami. Nie istnieje bowiem urządzenie, będące w stanie wykonywać czynności inne, niż te z góry zaprogramowane. Nie podejmie, co jest domeną stworzeń myślących, działań samodzielnych, wynikających z danej sytuacji lub własnego rozumienia. Niemniej jedno z ostatnich dzieł hollywoodzkich scenarzystów zmusza do zgłębienia tematu i postawienia kilku pytań. Poznajcie „Ex Machinę”!
Temat w Hollywood wyświechtany, niemniej film „Ex Machina” przedstawia go w sposób zgoła odmienny od wcześniejszych produkcji. Nie uświadczymy tu typowych dla tamtejszego ośrodka kinematografii wodotrysków w postaci efektownych wybuchów, pościgów i innych strzelanin. Oczywiście dzieło Alexa Garlanda nie udaje pseudonaukowego studium sztucznej inteligencji, przeładowanego górnolotnymi określeniami rodem z mistycznych laboratoriów. Fabuła pozwala nam zrozumieć temat, opakowując go w historię zarówno lekkostrawną, jak i możliwą do przełożenia na świat rzeczywisty. Innymi słowy reżyser i scenarzysta w jednej osobie proponuje nam coś w stylu złotego środka, by z jednej strony zapewnić widzowi godziwą rozrywkę, z drugiej zaś wymusić na nim refleksję już po wyjściu z kina.

Zresztą Alex Garland przez niektórych uważany jest za tzw. twórcę wyspecjalizowanego – podejmuje bowiem tematy, które teoretycznie sprawiają wrażenie wyrwanych z czeluści bujnej wyobraźni, jednak po chwili zastanowienia dochodzimy do wniosku, że w zasadzie nie pokazał niczego, co byłoby całkowicie odrealnione i niemożliwe. Dość wspomnieć tu „28 Dni Później”, czyli przerażającą wizję wydostania się śmiercionośnego wirusa z tajnego laboratorium i opłakane skutki tegoż zdarzenia. Nudy? Sprawdźcie sami!

„Ex Machina” wprowadza nas w świat sztucznej inteligencji bardzo ostrożnie, umiejscawiając go w ogromnym i pięknym domu, otoczonym niemal nietkniętą przez człowieka scenerią. Zamieszkuje go stworzony na potrzeby filmu fikcyjny geniusz, którego z powodzeniem odnieść możemy do wizjonerów pokroju Billa Gatesa lub Steve’a Jobsa. W zaciszu swojej daczy pracuje on nad stworzeniem myślącej maszyny, do złudzenia przypominającej ludzki byt. W końcowej fazie „produkcji” lub też – by oddać powagę sytuacji – tworzenia pomaga mu jego młody naśladowca. Celem jest bezstronne ustalenie, czy twór można uznać za posiadający zdolności niezaprogramowanego myślenia. By wszystkiemu nadać kształt czegoś rzeczywistego, z ust bohaterów dowiadujemy się jakimi metodami doszli do przełomowego w dziejach ludzkości momentu – mamy więc uzasadnienie zasobu słów maszyny, jej mimiki i gestów, nastrojów czy nawet wyglądu. Nie dostajemy też gotowych odpowiedzi, dzięki czemu w filmie możemy ujrzeć nawet popularny w naukowym świecie test Turinga, który w skrócie pisząc ma na celu osądzenie, czy nasz rozmówca jest zwykłym robotem, czy też tworem myślącym naturalnie.

Filmowi geniusze nie próbują ukrywać, że ich wynalazek może być czymś przełomowym. Stąd też wzniosłe myśli i wnioski, ale i piętrzące się wątpliwości. Dotychczasowe osiągnięcia nauki czy techniki są bowiem tworami, nad którymi człowiek niemal w pełni panuje. Ale co ze sztucznym bytem, posiadającym zdolności myślenia niebezpiecznie zbliżone do tych ludzkich? Przecież w każdej chwili byt taki może zacząć podejmować decyzje samodzielnie, ignorując rozkazy swojego twórcy. Wtenczas natychmiast powstaje pytanie, czy decyzje te i działania z nimi związane będą dobre, czy też przyniosą człowiekowi ogromne zagrożenie, nad którym zapanować się zwyczajnie nie da?

Bardzo dobrze, że w „Ex Machinie” tego typu pytania nasuwają się same. Zmuszeni jesteśmy do zadania sobie pytania nieco bardziej podstawowego – po co w ogóle mamy tworzyć sztuczną inteligencję? Jakie płyną z tego realne korzyści? Czy myślące maszyny będą miały również ludzkie właściwości – potrzeby seksualne, depresje, porywczy charakter, poczucie humoru? I dalej – czy oprócz oczekiwania od tych robotów określonych działań, będziemy też mogli zawiązywać z nimi przyjaźnie, tworzyć związki i rodziny?

Dążenia ludzkości do stworzenia sztucznej inteligencji, niektórzy nazywają „zabawą w Boga”. Już samo to budzi ogromne kontrowersje i masę pytań, pozostających bez odpowiedzi. Polecając „Ex Machinę” dodam, że po projekcji liczba pytań jedynie wzrośnie…